Jakich osób nie lubimy w podróży?

Ostatnimi czasy bardzo popularne stało się szukanie się kompanów podróży w Internecie. Pojawiło się wiele grup na facebooku, gdzie możemy znaleźć osobę, z którą wybierzemy się w podróż. Spontaniczne Wypady, Podróżnik/podróżniczka poszukiwani, Chętni na podróż oraz strony jak na przykład towarzyszpodróży. Co cechuje dobrego towarzysza podróży? Jakich osób w podróży chociażby nawet tej krótkiej, jednodniowej chcielibyśmy uniknąć? Oto moje zestawienie, jakich osób w podróży nie polubię.

  • Zrzędliwych. Wiecznie narzekający kompan to osoba, której zdecydowanie powinniśmy unikać. Tak wiem, czasem jest naprawdę ciężko, ale zrzędzenie i narzekanie zabiera nam energię. Ile razy można słyszeć, że nie tego się spodziewałem, nie jest tak jak miało być, jestem zmęczony, mam dość?
  • Ludzi bez poczucia humoru. Chociaż to chyba trochę bierze się z tego zrzędzenia właśnie. Skwaszona mina i brak dystansu do życia odbiera radość z podróżowania.
  • Czas to pieniądz, szanujemy go szczególnie w podróży, gdy chcemy zobaczyć, odwiedzić jak najwięcej. Nie lubię bardzo, gdy ktoś nie szanuje mojego czasu.
  • Krytykujących. „Masz fatalny angielski akcent”, „Serio coś takiego może Ci się podobać?!.” Chcemy tego słuchać w podróży? Nie chcemy.

To jak znaleźć innego towarzysza podróży? Da się w ogóle? Nie ma się co oszukiwać – ciężko nam będzie znaleźć kogoś wśród swoich znajomych kogoś o podobnych zainteresowaniach. Ciężko będzie namówić na podróż kogoś kto nigdy nie podróżował i tego nie lubi. Tutaj z pomocą przychodzą wymienione wcześniej strony i grupy na facebooku. Dobra, okej, zdecydowałam, że jadę z kimś nieznajomym, ale co powinnam napisać w poście, aby znaleźć osobę, która będzie podzielać mój sposób podróżowania? Najpierw warto wspomnieć o tym jak długo planujesz być w danym miejscu, co planujesz odwiedzić, czyli takie ogólne nakreślenie trasy. Kolejną rzeczą, o której nie zapominaj to cel. Niektórzy z nas (jak ja!) kochają zwiedzać miasta, a inni wolą raczej obcować z naturą, dlatego wkurzało było by tego drugiego z pewnością, zatrzymywanie się przeze mnie przy każdym obiekcie/zabytku/budowli. Numer trzy na naszej liście: noclegi. Musicie dogadać się czy będziecie szukać noclegu przez couchsurfing, nocować w hostelu czy rozkładać za każdym razem namiot.

Tutaj chciałam bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy byli kiedykolwiek ze mną gdziekolwiek. Może i ja czasem byłam nieznośna, za co przepraszam, ale z wszystkimi ludźmi, z którymi byłam kiedykolwiek chociażby na wycieczce rowerowej bardzo dobrze się dogadywałam. Dzięki!

Dobra, nie rozklejajmy się. Napisałam post i niestety nie znalazłam nikogo. Napisała jedna dziewczyna, ale szybko się rozmyśliła, potem jeden chłopak, ale nie pasował mu termin. I co dalej? Jedź sama! Do Oslo poleciałam sama i poznałam tam pięć wspaniałych osób. Bo wydaje mi się, że w podróży nigdy nie jesteś sama, tylko bardziej trafnym określeniem będzie :zdana na siebie.

Advertisements

Mdina – miasto z Gry o Tron.

Mdina jest zdecydowanie jednym z najpiękniejszych średniowiecznych miast w Europie. Jest to małe, spokojnie i niezatłoczone miasto, mimo że kiedyś pełniło funkcję stolicy. Położenie Mdiny sprawia, że z punktów widokowych położonych na otaczających ją obwarowania dostrzec można nawet Valettę. Tę niesamowitą panoramę możemy podziwiać dzięki położeniu Mdiny w najwyższym punkcie Malty, czyli 213 m n.p.m. Nazwa miasta pochodzi z języka arabskiego i oznacza „warowne miasto”. Słusznie, bo Mdina jest otoczona grubymi i wysokimi na aż 25 metrów murami obronnymi. Niegdyś, w czasach gdy to Mdina była stolicą Malty tętniło tutaj życie, obecnie wyciszona, nazywana nawet milczącym miastem, wyłączona z ruchu i zamieszkała przez około 400 mieszkańców.

Warto na zwiedzanie przeznaczyć cały dzień i zahaczyć o znajdujące się kawałek dalej klify Dingli. Tam może być lekki problem z powrotem, bo pomimo, że komunikacja na Malcie jest o tyle rewelacyjna, że dojechać autobusami można wszędzie, a i są one nowe i klimatyzowane, dzięki temu w upalny dzień przyjemnie się wsiada do komunikacji miejskiej, to lubią nie trzymać się rozkładu i olewać niektóre przystanki.

Spacer wąskimi ulicami będzie z pewnością odprężający i bardzo przyjemny. Głównym punktem jest oczywiście brama wjazdowa do miasta, która posłużyła jako brama do King’s Landing w serialu Gra o Tron. Kadry dla pozostałych widoków miasta zostały natomiast zrealizowane w chorwackim Dubrowniku. Aby wzbudzić trochę ciekawość powiem, że Mdina to nie jedyne miejsce na Malcie, które można odnaleźć w serialu. Bardzo dużo można ich odnaleźć w pierwszym sezonie, w szczególności sceny z Denerys, chociażby sam obóz Khala Drogo i zaślubiny Denerys z Khalem miały miejsce na Gozo.

Znalazłam w sieci filmik, gdzie są pokazane i opisane, proszę bardzo!

Filmik

Dojechać tu można autobusem miejskim z Valetty. Na dłuższy wyjazd na Maltę polecam dłuży bilet okresowy sprzedawany w Valettcie. Koszt takie biletu z tygodniowym czasem ważności to 10 euro.

 

p1090962

Brama główna

P1090966.JPG

P1090982.JPG

P1090999.JPG

Czarna plaża.

Zasłanianie się brakiem czasu jest średnie. Czas jest tylko wykorzystywany na co innego. Dziś wysłałam swojemu promotorowi gotową pracę magisterską. W międzyczasie udało mi się zaliczyć prawie wszystkie wycieczki weekendowe, o których pisałam, czyli Londyn, Budapeszt i Berlin. Pojawił się też w moim życiu mężczyzna i kolejne podróże już raczej nie będą samotne 😉

Drogę powrotną z plaży w Vik miałyśmy z przygodami. Podobno wypadki na Islandii to norma, bo ludzie z innych zakątków świata bagatelizują trudne warunki panujące tam na drogach. Może być to też nasza wina. Mogłyśmy wkurzyć elfy. Islandczycy gorąco wierzą w elfy i raczej wolą raczej ich nie denerwować wchodząc na tereny przez nich zamieszkałe. Elfy według Islandczyków zamieszkują omszone wzgórza i skały, których tam nie brakuje. Ukazują się zwykłym śmiertelnikom w normalnej postaci, ale ich uroda jest bardzo zdradliwa. Wiele planów dróg musiało na Islandii zostać wstrzymane lub zaprojektowane od nowa, w innym miejscu, gdyż miały one przebiegać przez tereny, które zamieszkują elfy. W latach 70 pod rozkazem Administracji Dróg zatrudnione zostało medium do rozmowy z elfami, które podobno utrudniały budowę nowej drogi.

12670613_1000267036713527_7688814745308376527_n

Widok na czarną plażę

W zimę do samej plaży można dojechać tylko i wyłącznie mając samochód z napędem na cztery koła. I nie ma tu przesady, sama wyciągałam na lince dziewczynę ze skody octavii, która zakopała się w śniegu na amen. Nie tylko z resztą do plaży w Vik, gdybyśmy nie miały tego samochodu, to przy dobrych wiatrach zobaczyłybyśmy może jedną trzecią z tego co zobaczyłyśmy. Plaża w Vik oprócz swojego niesamowitego widoku oferuje nam różne inne ciekawostki, na przykład niedaleko plaży zobaczyć możemy wrak samolotu. Plaża, która nazywa się Reynishverfi jest jedną z najpiękniejszych, a przy tym najbardziej nietypową plażą na świecie. Różni się nie tylko kolorem piasku – czarny, pochodzenia wulkanicznego, ale też temperaturą. W zimie jest tam niewyobrażalnie zimno i niewyobrażalnie wieje, ale i tak ogromnie warto się nią przespacerować. Na północnym jej krańcu znajdziemy bazaltowy klif, na który widok robi niesamowite wrażenie. Południowy widok – na lodowiec – też jest niczego sobie. Na samą plażę najlepszy widok będziemy mieć z zatoki  Dyrhólaey, który w lecie słynie z maskonurów, niewielkich ptaków, które występują tylko na Islandii. Właśnie na ten półwysep wracają każdego lata, wiją gniazda, rodzą młode, by w zimie znów odlecieć. Z tego względu właśnie równie warto wybrać się tam latem co i zimną. Maskonury są chronione w tym obszarze, nie wolno ich karmić, a od maja do czerwca wejście na półwysep jest surowo zabronione.

Jeżeli chodzi o sam nocleg w Viku (jesteśmy już bardzo daleko od Reyjkjaviku, a pasuje się gdzieś kimnąć) to ceny są tu niestety wyższe niż w stolicy. Nie warto jednak kierować się do jedynego w mieście hostelu, a raczej pytać u miejscowych. Nam się tak udało przenocować nieco taniej.

z15641234qmaskonur-zwyczajny-zdjecie-zrobiono-na-islandii

Maskonur. Zdjęcie wzięłam z wikipedii.

Lillehammer

Małe miasteczko znajdujące się na południu Norwegii, które zajmuje szczególne miejsce w sercach wielu fanów sportu, a to za sprawą Zimowych Igrzysk Olimpijskich, które odbyły się tutaj w roku 1994 i bez wątpienia były się jednym z najważniejszych wydarzeń sportowych w historii Norwegii. Wiele z obiektów olimpijskich jest do dziś czynne dla zwiedzających, co czyni ten region niezwykle popularnym punktem do odhaczenia dla wszystkich fanów sportów zimowych.

Można by powiedzieć, że tutaj nic nie ma. Nic. A jednak! Ja odnalazłam tam po odwiedzeniu hucznego Oslo zupełnie inny klimat. Wyciszenie, spokój, życie powolnym tempem, sklepy czynne max do siedemnastej.  Dumnie reprezentuje skandynawską architekturę, nie jako meble do skręcania z Ikei, tylko małe drewniane urokliwe domki z dużymi oknami i białymi framugami stanowią magiczny kontrast współczesnego i pełnego życia Oslo. Można tu odkryć wiele ciekawostek na temat norweskiej kultury, historii i rozsmakować się w lokalnych potrawach i wreszcie — lepiej przyjrzeć się codziennemu życiu Norwegów. W miasteczku znajduje się wiele muzeów i centrów kulturalnych, takie jak Muzeum Poczty, Muzeum Olimpijskie czy Muzeum Sztuki Lillehammer.

img_0319

Czy wspominałam już o skoczniach? Nie? To znajdują się tutaj dwie skocznie narciarskie Lysgårdsbakken. Ta większa jest największą dużą skocznią w Norwegii, gdyż można na niej osiągnąć odległości powyżej 140 metrów. Zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia, oprócz zapierającego dech w piersiach widoku oferuje nam także niezły DARMOWY trening ud i pośladów, bo aby wyjść na samą górę trzeba pokonać ponad siedemset schodów. Ja dałam radę (ledwo), ale jest też dla opornych możliwość skorzystania z kolejki za 60 norweskich koron, czyli około 30 zł.  Będąc już na górze trzeba po prostu zatrzymać się i spojrzeć, ponieważ widok jest po prostu bajeczny! Jak zwykle ja przychodzę ze zdjęciami robionymi kapciem, ale jak już wspominałam we wpisie o Oslo (czyli tutaj), w bagażu podręcznym aparat się nie zmieścił, ale i po tych zdjęciach powinniście się w nim zakochać.

img_0325

Pięć rzeczy, za które nie da się Rosjan nie lubić!

Rosjanie, zaraz obok Niemców są najbardziej znienawidzonym przez nas narodem. Nie znosimy Rosjan, śmiejemy się z nich, gardzimy, rzucamy na prawo i lewo stereotypami o Rosjanach. W lipcu było mi dane zobaczyć Sankt Petersburg, o tym jak się tam dostałam, co tam robiłam i otwierających się mostach pisałam już tu  pobyć tam przez dłuższą chwilę i nieco zmienić swoje podejście i stereotypowe myślenie. Nie przedłużając już, jakie są te rzeczy, za które nie da się Rosjan nie lubić?

  1. Mają dystans i potrafią się śmiać ze stereotypów o sobie.

Wy to tam wszyscy myślicie w tej Polsce, że my to tylko pijemy całymi dniami, że u nas to bieda zagląda wszystkim w oczy i niedźwiedzie ganiają po ulicach. Nieprawda! Miasto jak miasto, zupełnie jak na Zachodzie. Sklepy pełne, sieciówki te same, miasta z betonu, na drogach asfalt. Nic specjalnego. Na dodatek żaden mój Rosyjski znajomy nie widział na oczy niedźwiedzia! Każdy z nich jednak pytał się co sądzą o Rosjanach Polacy, no i kiedy sypałam kolejnymi stereotypami jak z rękawa, tylko się śmiali. Tak jak i za każdym razem kiedy wracamy do tej dyskusji.

  1. Za to, że lubią Polskę i Polaków

Tak jak i wszędzie, w Rosji ciekawskie pytanie „Where are you from?” usłyszymy wszędzie jako pierwsze wypowiedziane słowa. Nawet ja często podczas pracy jako kelnerka bardzo często słysząc nieznany, egzotycznie brzmiący język najpierw pytam o narodowość.

– Polska! Chciałabym tam pojechać!

– Kraków jest piękny, najlepsze miejsce w jakim byłam dotychczas!
– Polacy to sympatyczni ludzie!

  1. Są życzliwi i pomocni.

Nie będę rozpisywać się ile czasu nam zajęło szukanie miejsca docelowego pierwszego dnia o 6 rano, ale każdy, KAŻDY napotkany Rosjanin chciał nam pomóc i był życzliwy. Gdyby nie ich pomoc prawdopodobnie dalej krążyłabym z walizką po Petersburgu. Minusem jednak jest fakt, że bardzo mało osób posługuje się tam językiem angielskim, ale za to można rozwinąć w wielkim stopniu umiejętność dogadywania się na tak zwane „migi”. Polecam, to trochę tak jak gra w kalambury, z tym, że można jednocześnie mówić, rysować i pokazywać. Żeby nie było, zachęcam również szczerze do nauki języka rosyjskiego, ponieważ, jak mówi wikipedia,  zajmuje on 5-te miejsce pod względem ilości osób posługujących się nim. Ogólna liczba osób mówiących w języku rosyjskim wynosi prawie 280 mln osób. Jeżeli chodzi o języki europejskie bardziej popularne są tylko języki: angielski oraz hiszpański.

  1. Pokażą najlepsze miejsca.

Dziwne, że to Sankt Petersburg jest nazywany Wenecją Północy, chociaż znacznie przewyższa Wenecję pod względem liczby kanałów i to ona powinna raczej być nazywana Petersburgiem Południa. No, ale do rzeczy: nie zobaczyłabym pewnie jak nocą otwierają się mosty w Petersburgu, nie byłabym w przepięknej klimatycznej, utrzymanej w sowieckim stylu kawiarni gdyby nie moi znajomi Rosjanie. Dokładnie takie same pozytywne odczucia miałam, kiedy oni byli w Polsce. A impreza pożegnalna, to było coś! Po paru kieliszkach, umiejętność dogadywania się „na migi” można schować do kieszeni, bo okazuje się, że język nie jest już barierą nie do przeskoczenia. Serio!

  1. Za definicje odległości!

Rosja jest ponad 55 raza większa od Polski, dlatego poczucie odległości jest tu zupełnie inne. Rosjanin na przykład, który twierdzi, że mieszka pod Petersburgiem, mieszka w mieście oddalonym od niego o 350 kilometrów. To tak jakbym mieszkając w Krakowie, twierdziła, że właściwie to mieszkam pod Warszawą.

W dzisiejszych czasach w Polsce w ogromnej mierze przeważają nastroje antyputinowskie, co przekłada się w znacznym stopniu na niechęć do społeczeństwa rosyjskiego. Kolejną przyczyną niechęci Polaków do Rosjan są klęski, których doświadczaliśmy ze strony Rosji. Ja jednak sądzę, że nie powinniśmy patrzeć w przeszłość. Dlaczego na przykład potrafimy być przyjaciółmi dla Ukraińców, pomimo tego co się stało na Wołyniu, a z Rosją nie potrafimy się już kumplować? Zbyt często myślimy stereotypami i sami kreujemy wizerunek złych Rosjan. Musimy jednak pamiętać, że zwykli ludzie, tacy jak my, w kontaktach międzyludzkich nie kierują się poglądami politycznymi, serio.

img_0084Peterhof

Łódź

Każde jedno z polskich miast ma swój własny, niepowtarzalny, unikatowy klimat. Czy Łódź faktycznie jest taka brzydka i nic tam nie ma? Nie do końca. Łódź może jest wielka i spotkamy tutaj bardziej fabryczne, przemysłowe obrazy, to grzechem jest powiedzieć, że nie ma tam ładnych miejsc. To prawda, że Łódź nie należy raczej do miast o długiej historii, do Łodzi przybywali raczej przedsiębiorcy powodując jest rozwój i przekształcenie z miasta rolniczego do miasta wielkoprzemysłowego.

Mam wrażenie, że jest to jedyne miasto, w którym można spotkać jednowagonowe tramwaje.

Manufaktura, która teraz jest przepięknym kompleksem zawierającym centrum handlowe, miejsca rozrywki takie jak kino, kompleks kulturalny, ale również mnóstwo (około 60) restauracji i kawiarni, każda w innym stylu, kiedyś była zakładem produkcyjnym, a nawet całym kompleksem fabrycznym Izraela Poznańskiego. Jest to największe centrum handlowo – rozrywkowe w Europie Wschodniej pod względem powierzchni. Ciekawostką jest, że Manufakturę łódzką nie do końca można nazwać manufakturą, ponieważ produkcja w tej konkretnej fabryce nie odbywała się na zasadzie podziału pracy. Przebudowa fabryki pod kompleks handlowo-rozrywkowy została zaprojektowana w taki sposób, aby zachować dawny, industrialny nastrój tego miejsca. Znajdziemy tu więc odrestaurowane pofabryczne budynki z nieotynkowanej czerwonej cegły co nadaje Manufakturze klimat XIX wiecznej metropolii. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.

Obowiązkowym punktem będzie spacer po niekończącej ulicy Piotrkowskiej, reprezentacyjnej ulicy Łodzi oraz wizyta w neobarokowym pałacu Poznańskiego i przy okazji w całym kompleksie. Na Piotrkowskiej znaleźć można Centralne Muzeum Włókiennictwa, które zostało docenione przez magazyn National Geografic jako jeden z 7 cudów polski. Jeżeli chodzi o pałac, znajduje się tam teraz Muzeum Łodzi, w którym możemy dowiedzieć się więcej o wielkich Łodzianach (Julian Tuwim na przykład) i pooglądać gramofony, wzmacniacze, odtwarzacze płyt kompaktowych produkowane przez Łódzkie Zakłady Radiowe „Fonica” (ale tylko do 30 października, chociaż obiecują, że część z nich na stałe zagości w muzeum). U mnie w domu, jak pewnie i u większości znajdował się kiedyś taki gramofon, mój tata ma nawet jeszcze kolekcję płyt winylowych i swoją drogą ciekawa jestem czy wala się jeszcze gdzieś po piwnicy. Zdecydowanie będąc w domu rodzinnym następnym razem, muszę zaaranżować wielkie przeszukiwanie piwnicy, bo mam wrażenie, że znajdę tam wiele intrygujących starych gratów.

I na koniec ciekawostki:

Koncerty Iron Maiden, Scorpions, Depeche Mode, Eric Clapton, Leonard Cohen, Deep Purple i … Justin Bieber. Całkiem niezłe jest to, że Atlas Arena w Łodzi pod względem akustycznymi bije na głowę prawie wszystkie tego typu obiekty w Polsce, o ile nie wszystkie.

W Łodzi odbywa się Light Mobve Festival, podczas którego będziemy mogli zobaczyć niezwykłe iluminacje światła właśnie na ulicy Piotrkowskiej (i nie tylko tam). Szósta edycja niestety już za nami. Odsyłam tu

Z Łodzi pochodzi Marcin Gortat.

To właśnie w Łodzi możemy zobaczyć słynne na kwejku i innych tego typu stronach murale wojny ŁKS vs Widzew.

lodz

Gdzie szukać jesieni w Tatrach?

„Jest na Ziemi jedno moje małe miejsce, gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej. Nanananana…”

Dzisiaj w drodze do pracy usłyszałam w tą piosenkę słuchając internetowego radia i od tej chwili nucę sobie ją już jakąś dziewiątą godzinę i z tej okazji pomyślałam, że opowiem dziś o moim małym miejscu. Właściwie to nie małym, a całkiem sporym.

Kocham uciekać w góry, trochę jest to miejsce, w którym sprawdzasz swoje siły i jesteś zdany na siebie, dlatego nie ma czasu myśleć o pierdołach, lub o pierdołowatych problemach. Góry są pasją moich rodziców, którzy są w górach praktycznie co weekend i znają chyba wszystkie możliwe trasy i od małego w te góry ciągali nas ze sobą. Gdy mama nie mogła wybrać się w góry z tatą, to ciągnęła mnie i moją siostrę obiecując wizytę w McDonaldzie w drodze powrotnej. Potem to jakoś tak się spodobało. Lubię te nasze rodzinne wycieczki, bardzo. Do dziś uśmiech na mojej twarzy wywołuje wspomnienie dwóch małych szkrabów wychodzących dzielnie na Grzesia, przy temperaturze pod trzydziestkę (o Boże jaki był wtedy upał!), dzielnie trzymających się za rękę i prących pod górę, ale narzekających przy tym jak jasny gwint (Mamo daleko jeszcze?! Mamo ja już nie mogę! Zostaniemy tu i poczekamy na Ciebie mamo!)

Dobrze, kończmy już te wspominki. O górach można pisać i pisać, nawet setki postów, ale ja dzisiaj pokażę wam moje zestawienie miejsc, które szczególnie warto odwiedzić właśnie jesienią. Tak się złożyło, że wszystkie z nich są po stronie Słowackiej, ale cóż, Słowackie Tatry jesienią są magiczne. Nie są to wycieczki wymagające od nas specjalnie silnej kondycji fizycznej, raczej zaliczyłabym do niedzielnych spacerów, także polecam każdemu!

Słowacki Raj

Słowacki Raj, a właściwie Slovenský raj to słynny obszar turystyczny we wschodniej części Słowacji, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku stał się parkiem narodowym. Jest to płaskowyż o wysokości od około 800 do 1000 m, pokryty malowniczymi kanionami. Za nieziemski krajobraz parku odpowiada woda. Niegdyś był to obszar równinny, w którego  skałach liczne rzeki oraz potoki drążyły przesilenia i kaniony. Charakterystyczne dla regionu są przede wszystkim wąwozy z wodospadami, jak choćby słynna Suchá Belá, pokazana na zdjęciach. Jesienią Słowacki Raj przybiera inną formę, dzięki dominującym pomarańczą i czerwienią, poprzez liście, które pokrywają wąwozy.

slowacki-raj

12196152_743476492452273_4472632038589873544_n

Symboliczny cmentarz pod Osterwą

Jesień jest niewątpliwie też czasem wspomnienia zmarłych, ze względu na święto 2 listopada, kiedy to właśnie odwiedzam akurat ten cmentarz. Znajdują się tutaj symboliczne tabliczki upamiętniające wszystkich, którzy zginęli w Tatrach, oraz Polaków i Słowaków, którzy zginęli w górach  oraz duże, drewniane krzyże z regionalnymi wzorami. Są tutaj tabliczki z nazwiskami polskich himalaistów. Ścieżką, z której jest odbicie na ten cmentarz można wyjść na Rysy od Słowackiej strony.

pod-osterwa-symboliczny-cmentarz

pod-osterwa-symboliczny-cmentarz-2

Zdziar

Jest to wieś położona u podnóża Tatr Bielskich z malowniczymi krajobrazami. Lubię takie miejsca, które zdają się żyć własnym życiem we własnym tempem i takie właśnie wrażenie robi Zdziar. Warto zatrzymać się tutaj chociaż na chwilę, odsapnąć i podziwiać krajobrazy.

12241736_896474537107032_4180806447871798180_n

Dolina Kwaczańska

To jest zdecydowanie miejsce, które magii nabiera jesienią. Gwarantuję zakochanie się od pierwszego wejrzenia, bo ten pomarańcz jaki tu będzie królował przez najbliżej miesiące jest tak silny, że nie potrzeba dobrego aparatu aby zrobić magiczne zdjęcia. Dolina stanowi granicę między Górami Choczańskimi, a Tatrami Zachodnimi. Oprócz samej przechadzki doliną można dalej zwiedzić młyny wodne i Wodospad Roztocki.

12072816_738923229574266_4590400597051633879_n

kwaczanska-dolina

Weekendowe wycieczki.

Jak już pewnie dało się zauważyć, większość opisów na moim blogu to retrospekcja. Piszę o miejscach, w których już byłam, w niektórych nawet sporą chwilę temu. Wszystko to dlatego, że było to o wiele prostsze podczas studiów, gdzie nie miałam ograniczenia czasowego i kupienie taniego lotu, spakowanie się w dwie minuty, bądź wyjazd na dwutygodniowe wakacje nie planowane dużo wcześniej nie był nawet najmniejszym problemem. Dzisiaj natomiast chcę wrzucić propozycję weekendowych wycieczek do europejskich stolic, dla ludzi, którzy tak jak ja teraz, mają ograniczoną liczbę dni urlopowych. W zestawieniu umieściłam miasta i loty, które są stosunkowo tanie, bo wiadomo – nie chcemy wydawać nie wiadomo ile kasy, gdy jedziemy tylko na weekend.

Londyn

Stolica Wielkiej Brytanii zachwyci nas bez wątpienia ilością zabytków, chociażby sam Big Ben to taki obiekt, którego zobaczenie każdy z nas musi odhaczyć na swojej liście. Oprócz tego zdecydowanie można powiedzieć, że Londyn posiada także bogatą ofertę rozrywkową, więc odnajdą się tutaj zarówno Ci, którzy uwielbiają zwiedzanie miast, odkrywanie ich dziedzictwa kulturowego, jak i osoby szukające zabawy na weekend. Dodatkowo – tutaj taka ciekawostka – ostatnio pojawiło się ogłoszenie od samej królowej Elżbiety II, że szuka ona pani do sprzątania, na dosyć atrakcyjnych warunkach – miesiąc płatnego urlopu, wyżywienie i zamieszkanie w pałacu. Sama zastanawiałam się nad zmianą profesji, ale zerkając kątem oka na burdel w pokoju – nie wiem czy przeszłabym casting. Bez problemu możemy polecieć do Londynu na weekend ze względu na dużą liczbę połączeń Wizzaira i Ryanaira.

Ryanairem polecimy w piątek, sobotę, niedzielę, poniedziałek z takich miast jak: Warszawa, Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Kraków, Poznań, Rzeszów, Szczecin, Wrocław, Łódź. Natomiast w sobotę i poniedziałek polecimy z Lublina, a Wizzairem polecimy w piątek, sobotę, niedzielę, poniedziałek z Warszawy, Gdańska, Katowic, Lublina, Poznania i Wrocławia.

Paryż

Paryż to miasto dla zakochanych, miasto bardzo często wybierane jako miejsce zaręczyn. W Paryżu możemy się zakochać i my, bo z pewnością nie zabraknie tu atrakcji na weekendowy wypad. To co w Paryżu zdecydowanie warto zobaczyć to symbol tego miasta, czyli Wieżę Eiffla, oprócz tego dla każdego fana disneyowskiego Dzwonnika z Notre Dam (bajka mojego dzieciństwa, kocham ją) piękna katedra Notre Dam, Sacré Coeur, Łuk Tryumfalny i koniecznie będziemy musieli zobaczyć Mona Lisę w Luwrze. I zjeść na śniadanie croissanta!

Niestety jeżeli chodzi o nasze tanie linie wybór nie jest tak bogaty jak przy innych stolicach.

Ryanairem polecimy do Paryża w piątek i sobotę, ale tylko z Warszawy. Lot z Paryża do Warszawy powrotny odbyć możemy w niedzielę lub poniedziałek.

Natomiast Wizzairem polecimy w piątek i wrócimy w poniedziałek również z Warszawy, oraz z Gdańska.

Berlin

Berlin jest bardzo często odwiedzany przez Polaków, ze względu na małą odległość. Warto wybrać się, żeby odhaczyć z wcześniej już wspomnianej listy Bramę Branderburską, Reichstag, Mur Berliński i na pewno dużo dużo więcej, jednak jako, że sama dopiero planuję taki wypad na weekend niewiele więcej o atrakcjach Berlina faktycznie godnych uwagi sama mogę powiedzieć. Wiem natomiast, że zimą odbywa się tam Jarmark Bożonarodzeniowy, którego niesamowity klimat na pewno zrobi na nas niemałe wrażenie.

Dla mieszkańców podkarpacia dobra wiadomość jest taka, że weekendowe loty oferuje niezawodny Ryanair z Rzeszowa. Lot tam w piątek, natomiast lot powrotny w poniedziałek (tak – poniedziałek to nie jest już weekend – wiem, więc trzeba nam będzie jednego dnia wolnego).

Ogromną ilość weekendowych połączeń w swojej ofercie ma Polski Bus. Autokar tam –49 – 85 polskich złotych, autokar z powrotem – 35 – 65 złotówek. Jedzie przez Wrocław, Opole, Katowice, Kraków, Zakopane.

Budapeszt

Budapeszt zrobił się ostatnio bardzo popularny wśród moich znajomych. Na pewno na naszej liście musi koniecznie znaleźć się słynny budynek parlamentu. Oprócz tego wygooglowałam mosty, Zamek Królewski w Budzie, brzeg Dunaju, pierwszy odcinek metra M1, Łaźnie Lecznicze, kościół Macieja, kolejki, Park Városlige, więc na pewno atrakcji na weekend nie zabraknie.

Tutaj z pomocą znów przychodzi Polski Bus z ogromną ilością weekendowych połączeń. Jedzie przez Wrocław, Rzeszów, Katowice, Kraków. Ja kupiłam na 25 – 27 listopada 🙂

Do Budapesztu dostaniemy się też tanim lotem z Warszawy z linią Wizzair. Loty tam odbywają się z Warszawy w piątek i sobotę, a loty z powrotem w niedziele lub poniedziałek. Samolot leci godzinę i dziesięć minut, więc z pewnością podróż będzie dużo bardziej korzystna niż polskim busem. Z tego co patrzyłam cenowo to jest różnie, są weekendy gdzie spokojnie zmieścimy się w dwóch stówach, czy jak na przykład 13- 16 stycznia lot był w jedną i drugą stronę za 39 zł, a są takie, że no niestety – budżet może na lot nie pozwolić.

Rzym

Włochy to mi się marzą od dawien dawna. Ugryźć chociaż części tego pięknego kraju, spróbować oryginalnej włoskiej pizzy, schlać się włoskim winem – tak, ten plan na weekend brzmi rewelacyjnie.

Do Rzymu na weekend polecimy z Katowic, ale tylko z możliwością wylotu w piątek i powrotu w poniedziałek, Warszawy, tu totalna dowolność, wylot w piątek, sobotę, powrót niedziela poniedziałek i Krakowa, wylot w sobotę i powrót w poniedziałek.

Przeglądałam z ciekawości ceny na grudzień i styczeń (bo w styczniu wskakuje już nowy pakiet urlopowy) i tak prezentują się te najatrakcyjniejsze.

27.01 – 30.01 – 258 zł (Katowice)
9.12 – 11.12 – 228 zł (Warszawa)
13.01 – 15.01 – 199 zł (Warszawa)
27.01 – 19.01 – 232 zł (Warszawa)
14.01 – 16.01 – 267 zł (Kraków)
28.01 – 30.01 – 245 zł (Kraków)

Sztokholm

To nie dla każdego będzie akurat stolica koniecznie do zobaczenia, ale dla miłośnika szwedzkiej kultury, szwedzkich kryminałów, szwedzkiego języka i szwedzkich klopsików (köttbullar) jest to obowiązkowe miejsce na wypad weekendowy. No i plus jeszcze mam tam szwedzkiego ziomeczka, który obiecał mi nocleg i tour po mieście. Dla was zachętą powinno być to, że bilety lotnicze tam są ekstremalnie tanie. Szwecja sama w sobie tania nie jest, to raczej miejsce tak drogie jak Oslo (o tym jak drogo jest w Oslo pisałam tutaj), ale dlaczego nie szarpnąć się raz i pieniądze, które wydałbyś drogi czytelniku na imprezie w sobotę w krakowskim klubie nie przeznaczyć na wycieczkę do Sztokholmu. Noclegi w Szwecji są drogie, nawet w hostelach (najtańszy jaki znalazłam to 96 złotych). Zawsze można skorzystać z Couchsurfingu, celem obniżenia kosztów lub poszukać noclegu na Airbnb.

Kurde, a miałam w zestawieniu umieścić tanie miasta – ale jestem niesłowna! Okej, co zobaczyć w Sztokholmie? Bardzo dobrze opisuje to Polka w Szwecji tutaj. Swoją drogą sama kiedyś chciałabym być Polką w Szwecji.

Do Sztokholmu weekendowo polecimy z Gdańska, za 57 złotych 21-23 października, za 42 zł w praktycznie każdy weekend listopada i grudnia, Warszawy 21-23 października za 109 zł, listopad jest trochę droższy, ale dobija do max 2 stówek, Katowice, z możliwością wylotu tylko w piątek i powrotu tylko w niedzielę, też tak max 2 stówki w listopadzie, 9-11.12 za 106 zł i Krakowa, we wszystkie dni oprócz soboty, najtaniej w styczniu – 120 zł w praktycznie każdy weekend stycznia – wylot w piątek powrót w poniedziałek.

 

Linki

Strona Polskiego Busa

WizzAir

Ryanair

Wyszukiwarka lotów

Airbnb

Blue Lagoon.

O Rejkiaviku, pysznej zupie z homara i steku z wieloryba pisałam już tutaj

Blue Lagoon jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych na Islandii. Mimo odwiedzenia przez nas Islandii poza sezonem, w dosyć niepożądanej porze, kolejka do wejścia tam była mniej więcej taka jakby złączyć wszystkie kolejki do kas w Auchanie w niedzielne lub sobotnie południe. Ludzie przyjechali ze wszystkich, totalnie ze wszystkich stron świata, po to aby się tu wykąpać. National Geographic umieścił w zeszłym roku kompleks Blue Lagoon na swojej liście cudów świata pisząc o niej „dymiące baseny o turkusowej barwie zamknięte w wulkanicznej pułapce przypominają krajobraz z innej planety”. Miał rację, Błękitna Laguna jest położona w przepięknym miejscu, otoczona przez góry, w drodze pomiędzy Rejkjavikiem a Keflavikiem, gdzieś około 50 kilometrów od Rejkjaviku.

_dsc0250

Woda w Blue Lagoon jest wodą geotermalną, która naturalnie podgrzewa się we wnętrzu ziemi, bogatą w minerały, słoną, o pięknym błękitnym kolorze, śmierdzącą siarką. Gorąca woda wydobyta z wnętrza ziemi, dokładnie z głębokości około 2 km, napędza pobliską elektrownie geotermalną, która znajduje się tuż obok basenu. Islandia jest państwem o najbardziej rozwiniętej gospodarce energią naturalną na świecie, w ogrzewanych energią geotermalną szklarniach Islandczycy hodują pomidory. Bo mogą. Woda w basenie jest schłodzona do temperatury 37-40 stopni, co jest szczególnie przeurocze zimą, kiedy na zewnątrz silny mróz, a Ty taplasz się w cieplutkiej wodzie. Dosłownie perfekcyjne miejsce, żeby wygrzać przechłodzone kości.

_dsc0189

Sam budynek wykonany jest z cegieł, które powstały z lawy. Nad basenami, szczególnie właśnie w zimie wiecznie unoszą się kłęby pary wodnej, a gdy zawieje mocniejszy wiatr mgła jest tak silna, że bardzo ciężko było zrobić jakiekolwiek zdjęcie.

Nie jest to miejsce według mnie, które powinno być celem podróży na Islandię samo w sobie, ale nadal sympatyczne i bardzo przyjemne miejsce, gdzie można się zrelaksować przed albo po zwiedzaniu Wyspy. Ja na Islandii miałam dwa tygodnie, jednak jeżeli Ty masz czasu mniej, nie jest to Twoje must see, jest wiele piękniejszych i bardziej interesujących miejsc.

Bilet kosztuje 35 euro i jest to bilet na cały dzień. Dowóz tam i z powrotem o różnych godzinach oferują przewoźnicy z dworca w Rejkjaviku i jest to realizowane na zasadzie rozkładu, mniej więcej co godzinę jedzie autobus tam i autobus z powrotem.

_dsc0125

Rumunia, Rumunia.

Co mnie zachwyciło w tym kraju? Jest dokładnie taki jak przedstawił Maciej Dejczer w filmie Bandyta. Piękne, górskie krajobrazy. Rumunia jest biedna. Jadąc dalej do Bułgarii można niestety poczuć się jak wyjeżdżając z Polski do Niemiec w czasach komuny. Jednak mimo tego, że bieda jest widoczna a cień komunizmu wciąż się wije za Rumunią  to ludzie są uśmiechnięci i serdeczni.

Ponad 30% z powierzchni Rumuni zajmują Karpaty, co stanowi idealne miejsce dla tych, którzy uwielbiają górskie krajobrazy. Rumuńska część Karpat ma prawie 800 km, a w jej skład wchodzi około pięćdziesiąt pasm górskich. Najwyższym szczytem jest Moldveanu (2545 m n.p.m) w Karpatach Południowych.

Podróż, noclegi

Najlepiej, najwygodniej i najbardziej opłacalnie jest wybrać się do Rumunii samochodem przez Węgry. Samolot z Polski do Rumuni jest drogi, bo obsługuje go linia lotnicza LOT. W podróż dobrze jest zabrać ze sobą euro, bo ich wymiana na rumuńskie leje najbardziej się opłaca. Co do noclegów w ostatnim czasie Bałkany stały się coraz bardziej popularne, dlatego też w Rumuni bez problemu znajdziemy pole namiotowe. Toalety i prysznice są raczej można powiedzieć delikatnie – skromne, a ciepła woda jest zazwyczaj dostępna tylko parę godzin. W dużych miastach zostaniemy otoczeni przez miejscowych, którzy proponują nocleg w swoim domu.

Gdzie bywać, co zwiedzać, kogo znać?

Transylwania jest turystycznym centrum kraju. Legendy, podania o Vladzie Palowniku zwanym dalej Draculą, który swoich ludzi nabijał na pale po to tylko aby odstraszyć wrogów. Do zwiedzania – prawdziwy zamek tej istniejącej naprawdę postaci jak i również ten fikcyjny – dla turystów, który robi oczywiście większe wrażenie, bo ten pierwszy to tylko ruiny. No i Sighisoara – czyli miasto, w którym urodził się Drakula. Najbardziej charakterystycznym punktem miasta jest wieża zegarowa, na balkonie, której są tabliczki z miastami na świecie i odległościami jakie należałoby przebyć żeby się w nich znaleźć. No i oczywiście widok!

Rumunia nie oszukujmy się – nie jest krajem zbyt chętnie i często odwiedzanym przez turystów. Gdzieś tam w naszej podświadomości utarło się przekonanie, że w Rumuni jest bieda, żebractwo, kradną. Ale tu niespodzianka – będąc tam ponad tydzień, na dziko – to znaczy bez wykupionego, zarezerwowanego noclegu i nie będąc w jednym miejscu – udało mi się zaliczyć jedną tylko „grubszą” przygodę. I to z Niemką, nazwaną przez nas później – Brunhildą – w roli głównej. Otóż to, po bardzo długiej podróży, zbliżając się do pory dosyć późnej, zahaczając jeszcze o jeden konieczny do odwiedzenia punkt w przewodniku znaleźliśmy się w bardzo nieciekawej okolicy. Pytając o jakikolwiek możliwy nocleg uzyskaliśmy od miejscowego znawcy odpowiedź, że i owszem jest taka możliwość i on nas tam zaprowadzi. Rzeczony nocleg okazał się noclegiem w kościele, w miejscu gdzie mieszkają siostry zakonne, których szefową jest wymieniona właśnie Niemka. No, jest strasznie, ale cóż nie ma wyboru. Zostajemy! Witaj przygodo! Prawie jak nocowanie w nawiedzonym zamku (tylko jakieś dwa razy gorzej, no ale cóż). Przy czym rano okazało się, że nie dogadaliśmy się trochę co do ceny, bo ona podała nam tą cenę w Euro. I to właśnie był najgorszy/najstraszniejszy i jednocześnie najdroższy mój nocleg w Rumunii (a spałam tam nawet w czterogwiazdkowym hotelu – taniej).

Polecam bardzo serdecznie ten kraj. Chociażby tydzień tam rozpali waszą wyobraźnię tak bardzo, że już w drodze powrotnej zaczniecie planować kolejną wyprawę.

p1050118

P1050082.JPG

p1050094
Cudowne serpentyny – tu akurat widok na dół, ale te w górach – robią wrażenie na kierowcy. 

p1050098P1050121.JPG

p1050124

…to be continued…