O powrotach do domu.

Pani przez głośnik właśnie poinformowała, że za 10 minut będziemy na stacji końcowej Kraków Główny. Po dziesięciu godzinach jazdy. Od jakiegoś czasu do Gdańska wszystko co nie jest pendolino i nie jest zajebiście drogie jedzie dziesięć godzin. Dla mnie wybór czy dać za bilet osiem dych i jechać pięć godzin, czy męczyć się dodatkowe pięć za złotych trzydzieści jest prosty. Oczywiście wszyscy ludzie porwali się już 10 minut temu do wyjścia. Wydaje mi się, że myślą iż istnieje taka zasada, która głosi, że jeżeli jak najszybciej nie ustawisz się w kolejce do wyjścia to konduktor pomyśli, że Ci nie zależy i pojedziesz z powrotem do Gdańska. Tak samo jest w samolocie – jak tylko koła dotkną ziemi musisz szybciutko porwać się z miejsca, wziąć bagaż, najlepiej w takim pośpiechu, żeby ktoś nim jeszcze dostał w głowę i pobiec do wyjścia. To nic z tego, że samolot też musi zaparkować, chwilę potrwa zanim podłożą schody, Ty musisz być pierwszy! Bo w przeciwnym razie gdy  pilot zobaczy twoje kiepskie zaangażowanie wyśle Cię z powrotem. Dziwi mnie, że Ci, którzy zawsze najgłośniej wyśmiewają klaskanie w samolocie właśnie tak się zachowują. Tu wrzucę ciekawostkę – nie tylko Polacy klaszczą, ba! Azjaci cieszą się jak szaleni, wiwatują, ale o tym kiedy indziej.

Dlaczego do cholery zawsze wszystkie tanie loty muszą być z Gdańska?! Okej, wysiadam. Jeszcze tylko przejść przez calutką Galerię, podjechać parę przystanków tramwajem i jestem. Idąc przez Galerię taka spocona, śmierdząca, spalona przez słońce, nieuczesana patrzę, że to ja mogłabym Panią, która idzie po drugiej stronie w szpilkach i eleganckiej sukience. Patrzę co bym sobie kupiła, coś do domu, chociaż obrus czy serwetkę, kolorowe cienie z Inglota, taką ładną sukienkę w kwiatki, w którą jest ubrany manekin w Orsay’u, a do niej sandałki. I perfumy! Kupiłabym sobie drogie perfumy. Tysiąc złotych, bo dokładnie tyle kosztował mnie tydzień na Malcie. Na zewnątrz jest całe trzydzieści dwa stopnie, a w tramwaju, w którym teoretycznie jest klimatyzacja jest o jakieś trzy stopnie więcej. O, tutaj widzę zdjęli rusztowania z pomnika Bitwy pod Grunwaldem, odrestaurowali go, a Basztowa Lot się teraz nazywa Stary Kleparz. Jednak dużo się zmieniło przez ten tydzień. Myślę sobie, że jak wejdę do domu to rzucę się na łóżko i będę spała cały dzień. Ale nie! Czeka mnie jeszcze dziś pakowanie wszystkich gratów, bo jutro przeprowadzka.

Jestem. Wygląda na to, że nic się nie zmieniło odkąd wyjechałam, mam dokładnie ten sam burdel w pokoju. Z tego co widzę dziewczyny już dawno się spakowały, dom jest pusty, tylko moje graty leżą nietknięte. Chyba zostawię mój plecak nierozpakowany, aby oszukać czas, zapomnieć na jeszcze jedną noc, że już wróciłam. Dopiero jutro wytrzepię piasek z butów, a potem zacznę się zastanawiać, przypominać sobie, że kiedyś też byłam szczęśliwa nim zdałam sobie sprawę, że w każdej chwili mogę wsiąść w samolot i znaleźć się w zupełnie innym miejscu. A jak już się w końcu rozpakuję, to zacznę planować kolejną podróż, albo zacznę szukać pracy.

Niedobrze, że już jestem w domu…

Znalazłam pracę. No i co dalej?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s